Ukraińcy obroniliby Polskę przed Rosją? Jesteśmy ostatni na liście
Polska na samym dole. I to nie w jakimś tam plebiscycie na najładniejszą stolicę, tylko w pytaniu, które brzmi całkiem poważnie: czy Ukraińcy chwyciliby za broń, gdyby Rosja zaatakowała nasz kraj?
Ośrodek Rating Group opublikował 25 maja 2026 roku badanie pod tytułem „Ukraina w europejskiej architekturze bezpieczeństwa”. Zapytano ludzi o trzy rzeczy. Jak postrzegają pozycję Ukrainy w Europie, kogo tak naprawdę broni ukraińska armia i czy poparliby jej udział w obronie innych państw napadniętych przez Rosję.
Pierwsza ciekawostka. Aż 73 proc. Ukraińców uważa, że ich wojsko broni nie tylko własnego kraju, ale całej Europy. Tylko 23 proc. myśli inaczej. No i jeszcze jedno – 40 proc. badanych widzi Ukrainę jako kraj przodujący na tle reszty kontynentu.
Polska zamyka stawkę

A teraz najważniejsze. Lista państw, których obrony poparliby Ukraińcy, wygląda tak:
Litwa – 63 proc., Łotwa – 62 proc., Estonia – 61 proc., Mołdawia – 60 proc., Finlandia – 59 proc., Polska – 58 proc.
Różnica niby kosmetyczna. Pięć punktów dzieli nas od Litwy. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Bo to właśnie przy Polsce jest najwięcej osób zdecydowanie przeciwnych pomocy (37 proc. mówi „nie”) i najmniej tych najbardziej zapalonych do wsparcia. Coś tu zgrzyta, prawda?
Im bliżej Unii, tym chętniej do pomocy
Badacze zauważyli ciekawą zależność. Im mocniej Ukrainiec czuje więź z Unią Europejską, tym bardziej popiera obronę sąsiadów. Zwolennicy wejścia do UE deklarowali 73 proc. poparcia dla obrony Estonii. Przeciwnicy? Ledwie 37 proc.
A ci, którzy mówią o „silnej więzi emocjonalnej” z Unią, popierają pomoc zbrojną w 85 proc. Tymczasem 58 proc. osób słabo związanych z UE byłoby przeciw. Widać więc jak na dłoni – polityka i emocje idą tu pod rękę.
Badanie zrobiono metodą telefoniczną (CATI) między 15 a 17 kwietnia 2026 roku na tysiącu dorosłych. Margines błędu to 3,1 proc. Pominięto tereny okupowane i miejsca bez łączności.
Rating Group to nie żadna firma-krzak. Działa od 2008 roku, a na jej raporty powołują się BBC, Reuters, The Washington Post czy Le Monde. Trudno więc machnąć ręką na te liczby. Zwłaszcza że pokazują coś, o czym po obu stronach granicy mówi się coraz głośniej – sympatia nie jest dana raz na zawsze.