Rekordowe 20,96 st. C w oceanach. Naukowcy o ryzyku powtórki powodzi z 2024 roku
Lipiec 2026 roku był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów temperatury powierzchni oceanów poza obszarami polarnymi — wynika z danych unijnego programu Copernicus. Średnia wyniosła 20,96 st. C i przebiła dotychczasowy rekord z 2023 roku, gdy zanotowano 20,89 st. C. Najmocniej nagrzała się zachodnia część Morza Śródziemnego oraz wody wzdłuż wybrzeży Atlantyku. Serwis Ventusky pokazywał, że na Morzu Tyrreńskim, w pasie od Neapolu po Sardynię, temperatura wody regularnie sięgała 30 st. C, a miejscami tę granicę przekraczała.
Ciepła woda jako paliwo dla ulew
Sama temperatura morza powodzi nie wywoła. Działa natomiast jak wzmacniacz: im cieplejszy akwen, tym szybciej paruje i tym więcej wilgoci trafia do atmosfery. Krytyczny moment przychodzi zwykle na przełomie lata i jesieni, kiedy nagrzane południe Europy zderza się z chłodnym powietrzem spływającym z północy.
Gdy chłodne masy docierają nad ciepłe Morze Śródziemne, a od północy blokuje je bariera Alp, formuje się niż genueński. Taki układ zasysa wilgotne powietrze i kieruje je na północ i północny wschód — nad Austrię, Czechy, Niemcy i Polskę.
Groźna jest dopiero blokada
Przejście samego niżu nie musi oznaczać katastrofy. Szybki front daje ulewy, które po kilkunastu godzinach mijają. Problem zaczyna się przy blokadzie atmosferycznej, gdy rozbudowane wyże unieruchomią niż w jednym miejscu. Wtedy nawałnice potrafią wisieć nad tym samym regionem kilkadziesiąt godzin, a nawet kilka dób.

Do tego dochodzą trzy mechanizmy. Wilgotne chmury uderzają w Sudety i Beskidy, gdzie wymuszone wznoszenie powietrza gwałtownie zwiększa opady. Gleba po pewnym czasie przestaje przyjmować kolejne setki litrów wody na metr kwadratowy. Nadmiar spływa wprost do potoków i rzek, tworząc fale wezbraniowe.
Wrzesień 2024 i wyliczenia ECMWF
Ten sam scenariusz zrealizował się we wrześniu 2024 roku, gdy niż Boris uderzył w południową Polskę — najdotkliwiej ucierpiały Kłodzko i Głuchołazy — oraz w kraje sąsiednie. Późniejsze symulacje Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych (ECMWF) pokazały, że przy temperaturach Morza Śródziemnego i Czarnego zbliżonych do normy wieloletniej opady w newralgicznych rejonach byłyby o około 10 proc. niższe. Podobny udział anomalii termicznej mórz przypisuje się powodziom z 1997 i 2002 roku.
Synoptycy zaznaczają, że obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia powodziowego dla Polski. Z kilkutygodniowym wyprzedzeniem nie da się przewidzieć trajektorii pojedynczych układów niskiego ciśnienia ani tego, czy ułożą się w niebezpieczny ciąg. Paliwo dla ekstremalnych opadów znajduje się jednak już teraz na południu Europy, a jesienna cyrkulacja zadecyduje, dokąd trafią niże genueńskie.