Była żona Marcina Prokopa ujawnia, dlaczego unikała życia w show-biznesie

W połowie kwietnia media obiegła szokująca wiadomość o rozstaniu Marcina Prokopa i jego wieloletniej żony, Marii Prażuch-Prokop, po ponad dwóch dekadach wspólnego życia. Para ogłosiła tę decyzję za pośrednictwem mediów społecznościowych, podkreślając, że ich małżeństwo dobiegło końca, ale relacje pozostają przyjazne. Zaznaczyli, że to początek nowych, oddzielnych etapów życia, dostosowanych do ich obecnych celów i aspiracji.

Mimo rozstania oboje deklarują, że pozostają w dobrych stosunkach – jako przyjaciele i wspólni opiekunowie córki Zosi. Ten komunikat uspokoił fanów, sygnalizując, że zmiany nie oznaczają zerwania rodzinnych więzi.

obrazek

Maria Prażuch-Prokop: świadomy wybór poza show-biznesem

Nieco ponad miesiąc po ogłoszeniu rozstania Maria Prażuch-Prokop udzieliła pierwszego obszernego wywiadu, dzieląc się szczegółami codziennego życia i powodami unikania blasku fleszy. W rozmowie z Beatą Sadowską oraz Magdą Mołek przyznała, że nigdy nie czuła się częścią świata celebrytów, z jego czerwonymi dywanami, galami i eventami branżowymi.

„Nigdy tego nie chciałam. To był świadomy wybór, ale nie nazwałabym tego 'milczeniem’. Po prostu nie chciałam zapraszać obcych do naszego życia prywatnego. Wypowiadam się publicznie wtedy, kiedy czuję, że to ma sens – o swojej pracy, ścieżce zawodowej, rozwoju. Natomiast nie miałam potrzeby bycia 'widoczną’ jako czyjaś partnerka.”

Była żona popularnego prezentera „Dzień Dobry TVN” podkreśliła, że sława partnera nie oznaczała dla niej wejścia w świat show-biznesu. Zamiast tego budowała własną społeczność online wokół jogi, świadomego życia i rozwoju osobistego.

Joga – źródło siły i „rozwód jogowy”

W obliczu życiowych zmian Maria Prażuch-Prokop czerpie siłę z wieloletniej praktyki jogi, którą nie tylko uprawia, ale też naucza. To właśnie joga pomogła jej zrozumieć dynamikę rozstania, które określiła mianem „rozwodu jogowego”.

„Joga bardzo mnie tego nauczyła. Nie mówię tu tylko o praktyce fizycznej, ale o całym systemie, który uczy uważności, zatrzymania się, przyglądania się sobie i swoim reakcjom. To naturalnie wypłynęło z tego, jacy my jesteśmy ze sobą.”

Dzięki jodze nauczyła się akceptować, że życie składa się z różnych etapów, a żaden nie trwa wiecznie. Dziś czuje się na swoim miejscu, szczęśliwa i gotowa na nowe wyzwania. Podkreśla, że udawanie, iż wszystko jest po staremu, stało się „niejogowe” i dyskomfortowe – dlatego para sama kontrolowała narrację medialną.

Dlaczego unikała fleszy i imprez?

Unikanie wspólnych zdjęć, czerwonych dywanów i bankietów wynikało z potrzeby zachowania prywatności. Maria Prażuch-Prokop wolała budować niezależną tożsamość, wolną od medialnego szumu. Wyjaśniła, że decyzja o ukryciu rozstania przed światem wynikała z chęci przekazania informacji na własnych warunkach, gdy udawanie stało się zbyt trudne dla obojga.

„Wszyscy widzą, że jestem szczęśliwa!” – podsumowała z uśmiechem, świętując niedawno 47. urodziny i powrót z Teneryfy do Polski.