Kierowca, który śmiertelnie potrącił posła Łukasza Litewkę, opisał przebieg wypadku
Sławomir K., 57-letni mieszkaniec Sosnowca, który 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej doprowadził do czołowego zderzenia z samochodem posła Lewicy Łukasza Litewki, po raz pierwszy opowiedział o tamtym dniu. Rozmowę z nim i jego żoną opublikował „Fakt”. Mężczyźnie grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Kierowca Mitsubishi wracał wtedy ze zmiany, tuż przed godziną 13. Twierdzi, że nie pamięta momentu zderzenia.
— Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby — relacjonował Sławomir K.
Widział ofiarę, ale dopiero podczas przesłuchania dowiedział się, kogo potrącił. Jego żona, pani Magdalena, opisała dziennikarce zwyczajny początek tamtego dnia. — Mąż wstawał do pracy o czwartej rano. Tego dnia wstał tak jak zwykle, a po zmianie miał mnie odwieźć do pracy — powiedziała. Kiedy się nie doczekała, pojechała do pracy autobusem. Pierwsze słowa męża po wypadku zapamiętała dokładnie: — Chyba stuknąłem faceta.
Cztery dni strachu o pracę przed tragedią
Sławomir K. skończył ekonomię na Akademii Górniczo-Hutniczej. Pracował w Poczcie Polskiej, skąd odszedł po wdrożeniu programu redukcji zatrudnienia. Później imał się różnych zajęć — od magazyniera po pracownika przy taśmie w hucie szkła samochodowego. W kwietniu zatrudniała go firma sprzątająca ulice, a przez cztery dni poprzedzające wypadek żył w napięciu, bo bał się zwolnienia. Po tragedii pracodawca nie przedłużył mu umowy.

Żona 57-latka nie ukrywa, że najbardziej boi się wyroku i tego, co po nim.
— Skażą go choćby na rok, a mąż nie zabiłby muchy. Społeczeństwo będzie domagało się surowego wyroku, mąż na pewno pójdzie do więzienia. Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka — powiedziała „Faktowi”.
Odniósł się do sugestii o zamachu
Kierowca zareagował na spekulacje, jakoby wypadek był celowym atakiem na polityka. — Szanowałem Łukasza Litewkę. Znałem go, bo kto go nie znał. Moja rodzina na niego głosowała. Dobry człowiek — stwierdził.
Z ustaleń prokuratury wynika, że na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej Sławomir K. z nieustalonej przyczyny zjechał na przeciwny pas i uderzył czołowo w prawidłowo jadący samochód posła. Reanimacja Łukasza Litewki trwała godzinę i nie przyniosła efektu. Śledczy powołali biegłego, który ma zrekonstruować przebieg zdarzenia i ustalić jego przyczyny. Kierowca przyznał się do spowodowania wypadku, ale nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego do niego doszło.