Eksperci potwierdzają: smartfony nie podsłuchują rozmów, reklamy bazują na danych online
Brak dowodów na podsłuchiwanie przez smartfony
Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa przeanalizowali ponad 17 tysięcy aplikacji na Androida pod kątem nieautoryzowanego dostępu do mikrofonu. Wyniki badań, opisane przez serwis Futura Sciences, nie potwierdziły istnienia masowego podsłuchiwania użytkowników. Przesyłanie i analiza dźwięku z milionów urządzeń wymagałyby ogromnych zasobów sieciowych, co mogłoby zostać łatwo wykryte w logach ruchu internetowego.
Firmy technologiczne, w tym Apple, Google i Meta, oficjalnie zaprzeczają wykorzystywaniu danych audio do celów reklamowych. Nawet w nagłośnionym pozwie związanym z asystentem głosowym Siri dokumentacja nie potwierdziła użycia nagrań rozmów do personalizacji reklam.
Algorytmy monitorują aktywność online
Reklamy, które wydają się idealnie dopasowane do rozmów prowadzonych w realnym świecie, to efekt zaawansowanych algorytmów analizujących naszą aktywność w sieci. Lokalizacja, historia przeglądania, dokonane zakupy i kontakty społeczne pozwalają tworzyć szczegółowe profile użytkowników. Na przykład, jeśli spędzamy czas z osobą, która wyszukiwała ofert wakacyjnych w konkretnym miejscu, reklamy z tym związane mogą pojawiać się również na naszym urządzeniu.
– To nie wynik podsłuchiwania, tylko efekt intensywnego gromadzenia i analizy danych, które sami udostępniamy – wyjaśniają eksperci.
Psychologowie tłumaczą to zjawisko efektem Baader-Meinhof, zwaną też iluzją częstotliwości – zauważamy reklamy dopiero wtedy, gdy jesteśmy nimi zainteresowani.

Eksperymenty branży i prawdziwe zagrożenia prywatności
Choć nie ma dowodów na masowe podsłuchiwanie, niektóre firmy próbowały wykorzystywać mikrofony w mniej inwazyjny sposób. Przykładowo, niektóre gry mobilne używały mikrofonu do rozpoznawania sygnałów akustycznych z reklam telewizyjnych, synchronizując w ten sposób reklamy na smartfonach. Inne rozwiązania, takie jak oprogramowanie Active Listening, śledzące otoczenie dźwiękowe, szybko zostały zdyskredytowane i przez największe korporacje zarzucone.
Eksperci zwracają uwagę, że prawdziwym zagrożeniem dla prywatności są brokerzy danych handlujący informacjami o naszej aktywności w sieci, takimi jak kliknięcia, uprawnienia aplikacji czy śledzące piksele reklamowe. Wykryto również aplikacje, które potajemnie wykonywały zrzuty ekranu, co stanowi bezpośrednią ingerencję w prywatność użytkowników.
– Firmy nie muszą nas podsłuchiwać, wystarczy, że monitorują każdy nasz ruch online – podkreślają specjaliści ds. bezpieczeństwa.