Blanka Lipińska o zbiórce Łatwoganga. Wyjaśniła, dlaczego nie chce się ponownie angażować

Blanka Lipińska udostępniła informację o nowej zbiórce Łatwoganga, ale jasno zaznaczyła, że nie zamierza już angażować się w podobne akcje na większą skalę. Powodem są dla niej przede wszystkim hejterskie komentarze po poprzedniej zbiórce oraz negatywna reakcja części mediów i internautów.

Kolejna zbiórka Łatwoganga i ogromne zainteresowanie

22 maja 2026 roku youtuber Piotr „Łatwogang” Hancke rozpoczął kolejną wyprawę rowerową z Zakopanego do Gdańska. Celem akcji było zebranie pieniędzy na leczenie Maksa Tockiego, a zbiórka bardzo szybko zyskała ogromne wsparcie. Po niespełna dwóch dobach na koncie akcji znalazło się już 12 milionów złotych, a później Łatwogang kontynuował zbieranie środków także na rzecz chorego Adasia.

Blanka Lipińska zabrała głos

Pisarka przyznała, że po wcześniejszych doświadczeniach nie ma ochoty powtarzać takiej sytuacji. Choć zdecydowała się udostępnić zbiórkę, podkreśliła, że nie należy oczekiwać od niej większego zaangażowania.

„Proszę bardzo, wrzucam. Ale nie liczcie na nic więcej, bo po ostatniej akcji i hejterskich komentarzach ze strony ludzi i mediów nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki!”

Lipińska dodała, że nie jest odosobniona w takim podejściu. Jej zdaniem wiele osób, które brały udział w poprzedniej zbiórce, zostało wówczas mocno skrytykowanych, co skutkuje dziś niechęcią do udziału w kolejnych podobnych działaniach.

„Myślę, że tak wielu osobom dostało się przy poprzedniej, na tak wielu absurdalnych płaszczyznach, że nie będę zdziwiona, jeśli nie wezmą w niej udziału. A z pretensjami zapraszam do tych, co podżegali do mowy nienawiści”

Dlaczego poprzednia akcja była dla niej trudna

Decyzja Blanki Lipińskiej wynika również z jej własnych, bardzo trudnych doświadczeń związanych z wcześniejszą akcją charytatywną. Wtedy, w geście solidarności z dziećmi chorymi na raka, zdecydowała się ogolić głowę na żywo. Choć gest pomógł nagłośnić zbiórkę i wesprzeć fundację, dla samej autorki był to wyjątkowo ciężki moment.

W jednej z relacji na Instagramie wyznała, że pierwsze spojrzenie w lustro po zakończeniu transmisji było dla niej bardzo trudne.

obrazek

„Kiedy wyszłam z tego streama i spojrzałam w lustro pierwszy raz, pomyślałam, że nie chcę na siebie patrzeć przez co najmniej kilka tygodni.”

Jak zaznaczyła, to doświadczenie pozwoliło jej lepiej zrozumieć emocje osób chorych, które nie mają wyboru i tracą włosy w wyniku leczenia.

„Ja to zrobiłam z premedytacją i miałam wybór. A kobiety chore na raka, dzieci – one tego wyboru nie mają. Dopiero teraz, nie mając włosów, rozumiem, co oni przeżywają. To jest straszne. Obiektywnie. Możecie powiedzieć, że wyglądam dobrze, ale ja się tak nie czuję. Czuję się po prostu źle”

Pomaganie pod presją emocji i internetu

Historia Lipińskiej pokazuje, że działania charytatywne, zwłaszcza te szeroko komentowane w internecie, mogą wiązać się nie tylko z pomocą, ale też z dużym obciążeniem emocjonalnym. Osoby publiczne, które angażują się w takie inicjatywy, często muszą mierzyć się nie tylko z własnymi przeżyciami, lecz także z falą ocen i komentarzy.

Właśnie dlatego szczerość Blanki Lipińskiej wybrzmiała tak mocno. Jej słowa pokazują, że za głośnymi zbiórkami stoją nie tylko imponujące kwoty, ale też trudne doświadczenia i bardzo osobiste granice.