Andrzej Grabowski wspomina występ po alkoholu: „Jestem pijany”
Andrzej Grabowski w podcaście „WojewódzkiKędzierski” opowiedział o występie, podczas którego przerwał spektakl i wprost przyznał publiczności, że jest pijany. Aktor występował wtedy w nadmorskim kurorcie, w namiocie na plaży, a wieczorem czekał go nocny występ.
— Występowałem w kurorcie nadmorskim, w namiocie na plaży. Właściciel powiedział do mnie: „Panie Andrzejku, może by tak…”. Okazało się, że za dużo było tego… „Zaczytaliśmy się”, a potem miałem nocny występ — relacjonował.
Kuba Wojewódzki dopytywał, co dzieje się w głowie aktora, który decyduje się na taki krok i mimo to wychodzi z sytuacji obronną ręką.
Do dzisiaj spotykam ludzi, którzy mówią: „Panie Andrzeju, ja byłem tam i to coś cudownego, że pan nie powiedział, że pomroczność jasna pana dotknęła, tylko wprost”.
Moment, w którym przerwał spektakl

Grabowski przyznał, że na scenie zdał sobie sprawę, że nie dokończy występu. — Wypadła mi karta, miałem monolog, potrzebowałem kartki i bałem się po nią schylić… w związku z tym zrezygnowałem, powiedziałem: „Drodzy państwo, sami widzicie, nic z tego nie będzie” — mówił. Po nim występował młody kabaret, który przedłużył swój program.
Następnego dnia aktor zadzwonił do menedżera z prośbą, by rozwiesił po mieście informację o darmowym występie. Na kolejne przedstawienie frekwencja okazała się zaskakująco dobra. Grabowski wziął wtedy do kieszeni kamyk.
Wiecie państwo, byłem pijany wczoraj, dlatego was dzisiaj zaprosiłem. Ale kto jest bez winy — ja tutaj mam taki kamień — niech rzuci we mnie tym kamieniem. Były brawa, nie było chętnych, bo rzeczywiście — kto jest bez winy?
Wesele Jana Nowickiego i anegdota o Sadeckim
Wojewódzki przypomniał inny występ aktora, na weselu jego przyjaciela Jana Nowickiego. — Zapowiadałeś mnie nietrzeźwy. Śpiewałem, ale to było wesele, więc nawet powinienem być nietrzeźwy, szczególnie że byłem świadkiem — śmiał się Grabowski.
Piotr Kędzierski zapytał, czy aktor może dobrze zagrać po alkoholu. — Jednemu pomoże ta setka wódki, innemu zaszkodzi. Wiadomo, że każdemu zaszkodzi pięć setek wódki — odparł. Na koniec przytoczył historię Wiktora Sadeckiego, który przyszedł nietrzeźwy na spektakl w Krakowie. Gdy dyrektor Staszek Radwan miał o to pretensje, aktor odpowiedział: — Jak to co, uratowałem ci spektakl, a co, miałem bełkotać?