Ukraiński influencer wjechał autem nad Morskie Oko. Donald Tusk reaguje
W piątkowy wieczór, 22 maja, na drodze prowadzącej do Morskiego Oka doszło do głośnego incydentu. Ukraiński influencer zdecydował się wjechać sportowym samochodem na teren objęty ochroną, na którym obowiązuje ścisły zakaz ruchu prywatnych pojazdów. Chodzi o popularną asfaltową trasę, którą każdego dnia przemierzają tysiące turystów zmierzających do jednego z najbardziej znanych miejsc w Tatrach.
Influencer nie ograniczył się jedynie do przejazdu. Zatrzymał się na miejscu razem ze swoją partnerką, by zrobić zdjęcia przy samochodzie. Po chwili wrócił tą samą drogą w kierunku Palenicy Białczańskiej. Całe zdarzenie szybko rozeszło się w sieci, a opublikowane fotografie wywołały falę krytyki w mediach społecznościowych.


Sprawa wzbudziła szczególne emocje, ponieważ zakaz wjazdu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego należy do najbardziej restrykcyjnych przepisów obowiązujących w tym miejscu. Trasa od wielu lat przeznaczona jest przede wszystkim dla turystów pieszych, a wjazd prywatnym autem do chronionej strefy jest zabroniony.
Co więcej, początkowo strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego nie mieli wiedzy o tym incydencie. Według informacji Polskiej Agencji Prasowej dowiedzieli się o nim dopiero wtedy, gdy zdjęcia zaczęły pojawiać się w mediach społecznościowych i wzbudziły szeroki komentarz internautów.
Mandat w wysokości 100 zł – czy to wystarczająca kara?
Policja zatrzymała mężczyznę przy wyjeździe z parku, na Polanie w Palenicy Białczańskiej. Do interwencji doszło tego samego dnia, a kierowca otrzymał mandat w wysokości 100 zł oraz 8 punktów karnych.
To właśnie wysokość kary została szeroko skrytykowana w mediach społecznościowych. Internauci zwracali uwagę, że mandat jest wyjątkowo niski w porównaniu z wagą wykroczenia i rozgłosem, jaki wywołało zdarzenie.
Rzecznik zakopiańskiej policji, Roman Wieczorek, przyznał, że zgodnie z taryfikatorem za takie przewinienie przewidziana jest kara od 20 zł do 5 tys. zł. Funkcjonariusze zdecydowali się jednak na najniższą możliwą kwotę.
W sieci pojawiły się liczne pytania, dlaczego podjęto właśnie taką decyzję, skoro przepisy dopuszczają znacznie wyższą karę. Nie chodziło tylko o złamanie zakazu, lecz także o symboliczny wymiar całej sytuacji. Wielu komentujących podkreślało, że Morskie Oko to jedno z najbardziej znanych miejsc w polskich Tatrach, a ustanowione regulacje mają chronić przyrodę i zapewnić bezpieczeństwo turystom.
Szybko temat przestał być lokalną sprawą z Podhala i zaczął pojawiać się w ogólnopolskich mediach oraz na profilach osób publicznych i polityków.
Premier Donald Tusk zabrał głos w sprawie
W sobotę, 23 maja, premier Donald Tusk odniósł się do incydentu. Zapowiedział, że polecił przeprowadzenie dokładnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności związanych z wjazdem ukraińskiego influencera na teren Morskiego Oka.
– Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji – napisał Donald Tusk na platformie X.
Po fali krytyki głos zabrał również sam influencer. W mediach społecznościowych opublikował wpis, w którym przeprosił za swoje zachowanie i próbował wytłumaczyć sytuację. Tłumaczył, że wraz z partnerką chcieli dojechać samochodem do Morskiego Oka, ponieważ znajomi mówili im, że nie da się tam dojechać autem.
Dodał, że błędnie zinterpretował ostrzeżenia dotyczące zakazu wjazdu. W jednym z komentarzy podkreślił też, że być może wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 zł. Jednocześnie zaznaczył, że gdyby mógł cofnąć czas, wybrałby pieszą wędrówkę zamiast łamać przepisy.