Skarbówka wyprzedaje samochody za grosze. Bez licytacji, nawet 400 zł

Urzędy skarbowe ponownie wystawiają na sprzedaż pojazdy przejęte w ramach postępowań egzekucyjnych. Wśród ofert znajdują się zarówno samochody osobowe, jak i motorowery, a ceny startują już od kilkuset złotych. Co ciekawe, część tych aut można kupić bez licytacji i bez wpłacania wadium. Choć brzmi to jak wyjątkowa okazja, niska cena ma swoje uzasadnienie.

Skarbówka sprzedaje przejęte pojazdy – jak to działa?

Pojazdy oferowane przez urzędy skarbowe to najczęściej auta zajęte z powodu zaległości podatkowych lub przejęte na rzecz Skarbu Państwa po prawomocnych wyrokach sądowych. Dotyczy to na przykład kierowców, którzy prowadzili po alkoholu lub rażąco naruszali przepisy. Sprzedaż takich pojazdów odbywa się pod nadzorem Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) w dwóch trybach:

  • poprzez klasyczne publiczne licytacje,
  • oraz w trybie „sprzedaży z wolnej ręki”.

W drugim modelu nie ma podbijania cen – pojazd kupuje pierwsza osoba, która zadeklaruje chęć zakupu i ureguluje ustaloną kwotę. Nie jest wymagane ani wadium, ani udział w przetargu.

Licytacje w praktyce: widełki cenowe

Zgodnie ze styczniowymi obwieszczeniami mazowieckich urzędów skarbowych na sprzedaż wystawiono wiele pojazdów. Przykładowo, Mercedes-Benz z 2017 roku w Mławie ma cenę wywoławczą ponad 42 tys. zł. Starsze modele są znacznie tańsze – BMW 730 z 2003 roku wyceniono na 10 500 zł, wymagając wadium w wysokości 1400 zł.

Najtańsze oferty dotyczą aut w złym stanie technicznym. Volkswagen Passat z 1999 roku oszacowano na zaledwie 750 zł ze względu na liczne uszkodzenia blacharskie odnotowane w dokumentacji.

obrazek

Sprzedaż z wolnej ręki – co to oznacza?

Najszerzej komentowanym trybem są ogłoszenia bez licytacji i wadium. Samochód lub motorower trafia do pierwszego zainteresowanego, który zgłosi chęć zakupu i wpłaci wskazaną kwotę.

Przykładem jest motorower Wangye Quantum wyceniony w drugim podejściu na 400 zł – niska cena wynika z jego niesprawności. Podobnie w Szydłowcu BMW 520D oszacowano na 2 tys. zł, ale sprzedano za 800 zł z powodu poważnych uszkodzeń. W Radomiu Alfa Romeo z 2002 roku znalazła nabywcę za 900 zł w tym trybie.

Gdzie tkwi haczyk? Niska cena nie zawsze oznacza okazję

Choć ceny wydają się atrakcyjne, sprzedawane pojazdy zazwyczaj są w złym stanie technicznym – niesprawne, powypadkowe lub wymagające kosztownych napraw. Urzędy nie udzielają gwarancji.

Kupujący musi liczyć się z dodatkowymi wydatkami na holowanie, remonty czy formalności rejestracyjne. Stan techniczny, a nie „promocyjna cena”, wyjaśnia niskie wyceny. Dla osób z zapleczem warsztatowym to okazja, ale przeciętny kierowca zapłaci ostatecznie znacznie więcej.

Źródło: Biznes Info, KAS, BIP